Link ∙ 01.08.2005 ∙ 16.42
At first I was afraid.
I was petrified.
Kept thinking I could never live
Without you by my side.
But then I spent so many nights
Just thinking how you'd done me wrong.
I grew strong.
I learned how to get along.
Chilled out.
Rozmowy z
Najważniejszymi pomogły mi nabrać dystansu do tego. Co prawda – dużo jeszcze czasu upłynie, zanim się wyleczę (Chociaż
teraz zamiast wyleczenia wolałabym, żeby choroba przybrała postać korzystną, acz niekoniecznie uleczalną. Obustronną.), ale jest zdecydowanie.. lepiej. Każdy obrał inną metodę terapeutyczną, z każdej wyciągnęłam inne wnioski i każda pomogła mi w innej sferze.
Oh no, not I!
I will survive.
As long as I know how to love
I know I'll be alive.
I've got all my life to live.
I've got all my love to give.
I will survive.
I
will survive!
Gloria rządzi.
A
ona nie ma nic, czego nie mam ja.
Oprócz tasiemca.
Dolina Muminków: 2
Link ∙ 06.08.2005 ∙ 22.19
Kolejny babski wieczór zaliczony; riplej sprzed trzech tygodni, u mnie.
Obrażamy się na pewną sieć handlową, która nie potrafi zaopatrzyć klientów w głupiego melona.
W rekompensacie kupiłyśmy litrowe lody tiramisu; pochłonęłyśmy całe pudełko [
Napisz, że zjadłyśmy każda po pół litra, to zawsze lepiej brzmi] podczas cztero[pięcio?]godzinnej sesji Ally M.
Rozmowy z nietrzeźwym Jazonem [No przecież mówię, że babski wieczór. Od początku podejrzewałam Jazona o jakieś odchyły:)] są śmieszne, dopóki któraś ze stron nie wkroczy na sepleniący temat.
I., ja cię tak lubię, ty będziesz moim drużbą, ok.?
Ok., nie ma sprawy -
tyle razy przecież mówię o sobie w rodzaju męskim.
Ale najlepsze miało dopiero nadejść...
Wiadomości w radiu i komunikat pani siedzącej po drugiej stronie głośnika -
Minęła godzina czwarta. A ja im i tak nie wierzę, bo na pewno jeszcze pierwszej nie było.
I nasze niekończące się opowieści. O wszystkim. O tym co zawsze. O tym, czego pragnęłam się pozbyć z głowy. Obie się pozbyłyśmy; godzina
6:37 – done. [
Byłabym już w połowie drogi...]
Brzuch domagał się wypchania. Tiramisu ładnie ułożyło się w naszych żołądkach, robiąc miejsce na kanapki z wszystkim co było w lodówce.
Mój dom pachnie wakacjami i masłem orzechowym, stwierdziłam dzisiaj po 5 godzinach snu, robiąc nam śniadanie. I szczypiąc się w głowę. Ostatecznie obyło się bez gwizdania nosami.
Za tydzień robimy Maraton. Niekoniecznie
typowo imprezowy, ale skład będzie rewelacyjny. Wyśmienity. Powiedziałabym – wyborowy, gdyby to nie kojarzyło mi się z tym ohydnym trunkiem, przez który ominęła mnie wtedy jajecznica i kawa.
Osiem dni, podczas których możemy się wkurzać, możemy się sobie znudzić, możemy się od siebie uzależnić, możemy...
A po powrocie... :) we will see.
Dziękuję. For all.
Za wyrozumiałość dla okniastych okien i niezmuszanie mnie do zastanawiania się o 5 nad ranem
gdzie leży Kostaryka..
I za wysiłek, który wkładasz [as everyone..], żeby było lepiej. Będzie, ale jeszcze nie teraz.
I za oddawanie się refleksji przy
The letter i
Heledore...
Ale tych
Niepokonanych nie odpuszczę, wezmę mały ośli ołóweczek i na malutkiej oślej karteczce zapiszę. Tabulaturę.
Donkey likes your husband, seriously.
What else can I say?
Do it for your sister.. ;)
Nie jestem pewna, czy ktokolwiek poza bohaterami tej notki zrozumie cokolwiek.
I mean, trzeba byłoby się do nas przyłączyć. Zapraszam.
Jeśli poczuję przypływ miłosierdzia, uporządkuję
to powyżej, żeby zrozumieli śmiertelnicy.. :)
However.
All I ever wanted was your life.
Dolina Muminków: 8
Link ∙ 12.08.2005 ∙ 22.08
Tak, jutro wyjeżdżam. Finalmente.
Obudziłam się dzisiaj z niepokojącym poczuciem, że wszystko będzie dobrze. Chill out.
Obudziłam się i wtedy dopiero przypomniałam sobie, że piątek, dwunastego sierpnia, to jeden z tych dni, kiedy bawię się w supernianię. Ha! Wy nie wiecie jakie to uczucie – być opiekunką Czkającej Firanki.
Dziecko mojej siostry jest właśnie na etapie
Skoro ja nic nie widzę, to mnie też nikt nie widzi i z tą dewizą wyrytą w swym półtorarocznym rozumku, chowa się za firanką. No i już. Po sprawie. Nie ma go. Tylko od czasu do czasu zza zwiewnego muślinu dobiega mnie pełne dziecięcej radości i napięcia czknięcie. Znajdzie mnie czy nie? I kiedy Firanka usłyszy moje smutne „Gdzie jesteś? Ojej, chyba nam ktoś ukradł S.”, zaczyna falować, aż łaskawie z jej falbanek wyłania się Nephew, z buzią rozkosznie wygiętą w szczerym uśmiechu.
I natychmiast podchodzi do krzesła, względnie - kanapy, i z zawziętością godną Osła, imituje wkrętarkę do śrubek. (a raczej swojego Dziadka, który takiej właśnie używa).
No i teraz pan S. odnajduje się w swojej nowej życiowej roli, sprawdza każdą śrubkę w każdym meblu, wyciąga klucz (wiertło, to jasne) i dokręca to, co niedokręcone. Całemu zdarzeniu towarzyszy przerażający odgłos uruchomionego mechanizmu wiertarko-wkrętarki, co w wykonaniu bohatera tego akapitu przypomina raczej wrzask pacjenta na fotelu dentystycznym.
W tej sytuacji wrzask przerywany jest systematycznym czkaniem.
A od jutra zawieszam pracę mojej prężnie działającej firmy, kajaki czekają.
Hm, na mnie?
Może nie skomentuję tego faktu.
Od jakichś trzech godzin stoję nad plecakiem - podchodzę do niego od różnych stron, trącam go palcem, zaglądam pod stelaż, podnoszę - i nadal nie wiem, jak mam się za to nieszczęsne pakowanie zabrać. Przyszła zawartość czarnego potwora malowniczo rozłożyła się po podłodze kaczuproomu (o ile
to, co w tej chwili dzieje się w moim pokoju można nazwać malowniczym.) i wcale się jej nie spieszy, żeby w jakikolwiek sposób dać się uwięzić w ciemnych zakamarkach stelażowca.
So ein Pech.
Zaopatrzyłam nas w prowiant. W masowe jego ilości, można by rzec. Po konsultacji z M. dochodzę do wniosku, że nasza trzyosobowa jednostka społeczna, po ośmiu dniach spływu będzie wymiotowała pasztetem, przy zakupie którego każda z nas wykazała się niespotykaną szczodrością.
A co do reszty...
Nie mogłam się oprzeć, łypało na mnie z tej półki taką smutną zakrętką...
Leczo węgierskie - deliberowałabym nad jego
węgierskością, ale skusiła mnie wymowna
papryka na etykietce. Dzięki mojemu miękkiemu sercu (a może to chodzi o sentyment do Węgier i do papryki...?) rzeczona potrawa stanie się uczestnikiem spływu kajakowego po Gwdzie.
Oj, oj. Będzie
ciekawie.
Na retransmisję z moich licznych lądowań w rzece (/jeziorze)
czekać. Cierpliwie.
Tak jak Osioł na...
However.
W następnym odcinku dowiemy się także, co zdarzyło się 8.08.2005 na Dworcu Centralnym w Poznaniu... :)
Dolina Muminków: 3
Link ∙ 23.08.2005 ∙ 16.37
Tutaj, znowu.
Opisu jako-takiego nie będzie; po części z lenistwa, którym Osioł został hojnie obdarowany, a po części dlatego, że kompletnie nie wiem, jak miałby ten opis wyglądać..
Mam spaloną przednią część ciała, siniaki na kręgosłupie, wypadnięte włosy, bolące gardło, spalone podeszwy butów, rozklejone sandały, umięśnione mięśnie (jakie to logiczne), brzuch bolący od śmiechu, łzy w oczach, liście we włosach i
Opaskę Przeciwko Przemocy W Namiocie. I mnóstwo, mnóstwo emocji.
I wiem już jak pić wódkę, żeby nie bolał brzuch.
I wiem, że Karmi kawowe jest fenomenalne.
I że Gingers też.
I uwielbiam oliwne grzanki z palnika gazowego.
I w ogóle Adam jest moim idolem. I Kami. I Eluś, Maciej, Króliczątko, Marian i Bzyk (No, może nie wtedy, kiedy goli sobie nogi i wychodzi na ulicę ze swoim nowym imagem).
A Omega to rewelacyjny kajak. O ile nie musisz go przenosić. Nie wypluł mnie ze swojego niewygodnego wnętrza ani razu.
W Omedze mieści się wszystko – jak choćby - Dwóch kajakarzy (Względnie – kajakarz z osobą towarzyszącą), butelki z piwem i po piwie, gąbka, tajemnicza niebieska siatka, trzustka (sic!), opakowanie po wafelkach familijnych (oczywiście nie robimy tu żadnej reklamy, ale właśnie te wafelki zrobiły największą karierę, począwszy od pociągu z Poznania, na pociągu do Poznania skończywszy), glony, grzyby, liście, kwiatki i żaba.
Zgubił się Osioł. Z Bzykiem (Który jeszcze nie był wtedy ani Katianą, ani Żorżetą). Nie ważne w jaki sposób doszło do błędnego obliczenia trasy, ważne, że po dopłynięciu (Alla[c]hu!) Marian i Królik zrobiły wykład o gubieniu się i o ich zszarganych nerwach. I za to właśnie je kocham.
A
Wesele Figara napisał Mozart.
Jazon przyjechał. Ot tak, w odwiedziny, na rowerze. Dla
Jednych te odwiedziny były jedną wielką radością.. Dla Króliczątka i dla mnie oznaczało to, że idziemy na dwa dni w odstawkę i że naszym nowym współlokatorem w namiocie jest.. Transwestyta.
Być może to dlatego przestałyśmy sypiać w namiocie. Przestałyśmy w ogóle sypiać. Paliłyśmy podeszwy od sandałów przy ognisku.
Miejscowi w jednej z bardziej ucywilizowanych wsi nie byli zbyt... obiecujący... (Cokolwiek miałoby to oznaczać). W ogóle nie byli. Resztkami sił powstrzymywałyśmy swoje oczy przed zamykaniem. Kto wie co mogłoby nam się stać, gdybyśmy na chwilę zasnęły przy
człowieku z gumą do żucia...
Jedną z wielu rzeczy, których nie powinnam była zrobić, było przyznanie się, że wiem jak uruchomić niebezpieczny przyrząd do szarpania strun.
Po trzecim ognisku miałam zdarte opuszki. Paznokcie też.
A za rok jedziemy wszyscy, znowu, dwa razy i będzie pysznie. Wiadomix.
A ja nie.. to... Łańcuchiem, łańcuchiem, a potem łomem.. :)
Dolina Muminków: 7
Link ∙ 26.08.2005 ∙ 21.41
8. 08. 2005, godziny wczesnoprzedpołudniowe.
Jak się do tego zabrać.. Nie wiem.
Wszystko stało się tak nagle, że nawet nie zdążyłam się nadziwić. Dwa lata czekałyśmy. D.W.A. Ponad.
A wystarczyło kilka minut, żeby się okazało, że Panna Urszula przybywa na DK w Poznaniu i co więcej, że ja też tam przybywam.
Bystre Oko
Wyżej Wspomnianej dostrzegło Osła od razu; dostrzegło, ale wolało mnie śledzić, żebym na peronie usłyszała niepewne
„To ty..?”.
To ja. To my. Café Voyage na Dworcu. Dwie godziny westchnień, opowieści o tym i o tamtym, raz po raz wspólnego
nie wierzę, picia czekolady (/kawy mlecznej. Kto zgadnie, czym to się różni od kawy latte, będzie moim mistrzem.), marznięcia (no bo to przecież już sierpień, prawie zima) i cieszenia się chwilą.
Krótko. Too bad.
Dziękuję.
Że jesteś.
Widzisz? Ja pierwsza zrobiłam opis :)
Dolina Muminków: 5
2008∙
11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2007∙
12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2006∙
12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2005∙
12 11 10 09 08 07 06
own
Ula'sCircus - Ula'sNeeding - Zimno - Madonna - Wawrzyniec&CO - Kura - Much - Szwesta - Magda W. - Marta M. - hIGAny - Sprzedaż - i Sprzedasz - Focia - ALotOfUs-byBaduś - ALotOfUs - A magyar nyelv - CoSięStało - Bygones - CałeStudenctwo - MojeStudenctwo -